SŁOWO PRZEDSTAWICIELA WIERNYCH WSPÓLNOTY KOŚCIOŁA W KONIEWIE
Podczas gdy dzieją się wielkie rzeczy, nie potrzeba wielkich słów.
Dzisiaj, na naszych oczach i przy naszym udziale, mają miejsce wielkie wydarzenia. To szczególny dzień w roku – dzień, w którym Maryja w sposób szczególny triumfuje w naszej wspólnocie Kościoła.
Bywa, że nie doceniamy, jak wielkie mamy szczęście, że w centrum wsi, w centrum życia mieszkańców, mamy swoją małą Jasną Górę, z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej w ołtarzu. Możemy tu pielgrzymować każdego dnia, kierować swoje myśli, radości i troski, a kiedy jest szczególnie trudno, schować się pod płaszczem miłości Matki, którą w sposób szczególny ukochał św. Maksymilian Kolbe.
Przez lata nosiliśmy go w swoich sercach, wdzięczni za znaki jego obecności w naszej wspólnocie, za dar powołania do kapłaństwa, za uratowanie życia, za kształtowanie naszej maryjnej duchowości.
Marzenie, które zakiełkowało, by św. Maksymilian na nowo ożył w naszej wspólnocie, stało się rzeczywistością. Dzisiaj z radością i wiarą przyjęliśmy Jego relikwie. Dziękujemy ojcu Piotrowi Szczepańskiemu, że podjął trud i przyjechał do nas z Niepokalanowa, by przewodniczyć dzisiejszym uroczystościom
Nie byłoby św. Maksymiliana, gdyby nie Niepokalana.
Ona była siłą jego działania i celem jego życia. Wszystko, co robił – jego kapłaństwo, działalność, Rycerstwo Niepokalanej, „Rycerz Niepokalanej”, Niepokalanów – wyrastało z jednego pragnienia: aby każdy człowiek poznał i pokochał Niepokalaną.
Św. Maksymilian też miał marzenia. Chciał, aby Niepokalana zatriumfowała w życiu każdego człowieka.
Nie miał wielkich pieniędzy ani wielkich możliwości. Niepokalanów wzniósł na pustym polu. Podejmował wielkie inicjatywy, tworzył dzieła, które przekraczały ludzkie wyobrażenia. Niósł Maryję do dalekich krajów, choć nie znał języka. Zaczynał tam, gdzie po ludzku mogło się wydawać, że niewiele da się zrobić.
Nic nie było w stanie go pohamować, kiedy chodziło o większą chwałę Niepokalanej.
Wielkie rzeczy nie zawsze zaczynają się od wielkich możliwości. Przeciwnie – wielkie rzeczy często zaczynają się od czegoś bardzo małego – od jednego pragnienia, jednej modlitwy, jednego człowieka, który nie boi się zaryzykować, gdy toczy się bój o coś wartościowego.
My tak często chowamy się za zasłoną braku pieniędzy, braku czasu, braku możliwości, a czasem po prostu obojętności.
Nasza wspólnota jest jak statek na wzburzonym morzu. Płyniemy, bo mamy odważnego kapitana, który nie rezygnuje z obranego kursu nawet wtedy, gdy droga nie jest łatwa.
Z wdzięcznością i podziwem patrzę teraz w stronę naszego ks. Proboszcza.
Ale żaden kapitan nie dopłynie do celu sam. Potrzebna jest załoga. I dzisiaj również jest ten czas, by tej załodze podziękować. Najprościej jest rzucić się w wir zobojętnienia i niechęci. Chwała Panu za to, że wciąż są wśród nas ludzie, którym jeszcze ciągle zależy, którzy ofiarnie angażują się w budowanie naszej wspólnoty.
Dzisiejsza odpust przeżywamy w odmienionej scenerii naszego prezbiterium. Mamy nowy stół ofiarny, wzbogacony ołtarz ścienny, nową ambonka i stolik na naczynia liturgiczne.
Wyposażenie prezbiterium wykonał Zakład Stolarski Jezierscy z Glewic, postument pod relikwiarz Zakład Kamieniarski Kazimierz Komenda z Żarnowa, a relikwiarium p. Piotr Łeszyk z Lednogóry. Przypomnę tylko, że w okresie od ostatniego odpustu zostały zakończone prace fundamentowe przy kościele, usunięto na placu przykościelnym kolidujące drzewa, odnowiono klęczniki.
Za plony dziękujemy przynosząc do kościoła wieniec dożynkowy, w wykonanie którego swoje serce włożyły Elżbieta Skiba, Barbara Śliwa, Joanna Śliwa, Joanna Rura, Agnieszka Skiba, Wiesława Jama, przy pomocy Krzysztofa Śliwy, który wykonał stelaż.
Za przygotowanie oprawy liturgii Mszy św. i darów ofiarnych dziękujemy Joannie Jama oraz zespołowi Cantus Deum z Przybiernowa, który zawitał do nas gościnnie.
Ogromne podziękowania, nie tylko od święta, należą się Panu Adamowi Mortkowi, nie tylko za wierną służbę przy ołtarzu, ale za utrzymanie placu przy kościele, koszenie trawy, grabienie liści, walkę z chwastami, doglądanie świątyni każdego dnia.
Moi drodzy, za tym wszystkim stoją ludzie, mieszkańcy Koniewa i Siniechowa. Ich wiara, troska, ofiarność, praca i zaangażowanie.
To ludzie, którzy – podobnie jak św. Maksymilian – nie poddali się przeciwnościom. Ludzie, którzy Maryję postawili wysoko w hierarchii swoich wartości. Którzy z czegoś zrezygnowali, czegoś sobie odmówili, aby ta świątynia mogła mieć godny wygląd – ku Bożej chwale i radości naszych serc.
Ten kościół to Dom Boży, ale też nasz dom. Dużo udało nam się wspólnie zrobić. Przed nami kolejne inicjatywy i ogromne wyzwania. Mamy bieżące zobowiązania finansowe. Wkrótce też rozpocznie się renowacja dwóch okien, tutaj w prezbiterium. Jest co robić.
Przyjęliśmy relikwie świętego Maksymiliana. To zobowiązanie, by przyjąć coś z jego ducha – jego odwagę, jego gorliwość, jego całkowite oddanie Maryi i jego przekonanie, że każdy człowiek może zrobić coś wielkiego dla Boga, choćby tu w tym kościele, w tej wspólnocie.
Tyle razy zaglądałam do waszych serc, mówiąc o odpowiedzialności za tę świątynię, za zobowiązanie wobec naszych przodków. Patrzę teraz na Was, na te ławki. Widzę ludzi, których już nie ma wśród nas, ale pamiętam, które dokładnie miejsca zajmowali. Tu wciąż widać trud ich rąk, pamięć o nich jest wśród nas wciąż żywa. My też możemy pozostawić tu swój ślad.
O Maryjo, bez grzechu …
Tekst: Ilona Szkudlarek
Foto: Jolanta Murańska









































































